
Liczby nie kłamią: w najnowszym rankingu Fed Cup Polska spadła o trzy pozycje i zajmuje 21. miejsce. To efekt weekendowej porażki 1:4 z Hiszpanią w play-off Grupy Światowej II i powrotu do Grupy Euroafrykańskiej I. Czołowe lokaty – w tym piąte miejsce Hiszpanek – nie uległy zmianie. W poprzednim rankingu (z 8 lutego, czyli po porażce z Belgią 2:3 w I rundzie Grupy Światowej II), Polska zajmowała 18 pozycję. W rankingu na koniec 2009 roku zajmowaliśmy 15. miejsce.
W 2011 roku reprezentacja Polski zagra w Grupie Euroafrykańskiej I Fed Cup. W niedzielę, w ostatnim spotkaniu rozgrywanego w Sopocie play-off Grupy Światowej II Klaudia Jans i Alicja Rosolska przegrały z Nurią Llagosterą-Vives i Arantxą Parrą-Santonja, jednak wynik nie miał już wpływu na końcowy rezultat.
„Zabrakło doświadczenia w grze z najlepszymi, zabrakło formy, może zabrakło Urszuli Radwańskiej… szczęścia chyba nie zabrakło, bo o szczęściu możemy mówić przy porażce 6:7, 6:7. Tutaj było 2:6 i 3:6” podsumował kapitan reprezentacji Polski Tomasz Wiktorowski. „Nie zapominajmy, że cała presja w ostatnich spotkaniach Fed Cup spoczywała na barkach Agnieszki Radwańskiej. I, choć nie widać tego w jej zachowaniu na korcie, mogło to zaważyć na wyniku.”
Chwilę wcześniej kapitan Hiszpanek Miguel Margets-Lobato kurtuazyjnie przyznał, że nie spodziewał się wyniku 4:1 (przed spotkaniem obstawiał zwycięstwo swoich zawodniczek 3:2 po zaciętej grze podwójnej).
Lobato pracuje z reprezentacją od 17 lat, w tym czasie Hiszpanki zdobyły Fed Cup pięciokrotnie, więc o posadę może być spokojny. Wiktorowski też ma nadzieję na dalszą pracę, choć nie jest to pewność. Jednak bilans zwycięstw i porażek (5-2) przemawia na jego korzyść.
Nic dziwnego, że na Marcie Domachowskiej w meczu z Carlą Suarez-Navarro ciążyła olbrzymia presja. Za duża. Ten mecz miał przesądzić o naszym być albo nie być – pozostaniu w grze, lub spadku z Grupy Światowej II. Niestety oznaczał spadek. Domachowska miała wyraźnie podcięte skrzydła. Nie pomogło gromkie “dawaj Marta, dawaj” wyśpiewywane na trybunach. Polka walkę podjęła jedynie pod koniec drugiego seta, kiedy było już za późno na cokolwiek. Szkoda. Carla Suarez-Navarro: „Zagrałam dzisiaj znakomity mecz. Byłam zrelaksowana, bo wcześniejszy mecz potoczył się po naszej myśli, i mogłam grać swój tenis. Bardzo pomogło mi wsparcie naszego teamu, który w Sopocie był wyjątkowo liczny. Rozmawialiśmy codziennie, wczoraj wieczorem mówili, że mogę to zrobić. I zrobiłam”. „Nie wiem, czy nie zatraciłam się w założonej z góry taktyce polegającej na atakowaniu forhendu przeciwniczki. Chwilami miałam wrażenie, że ten jej forhend jest równie dobry jak bekhend” oceniła po meczu Domachowska. Przed nią starty w mniejszych imprezach i w maju na turnieju WTA w Warszawie.
Agnieszka Radwańska przegrała 3:6, 4:6 z Marią Jose Martinez-Sanchez. Polka rozpoczęła od prowadzenia – było już 3:1 – by przegrać pierwszego seta 3:6. W drugiej partii gra toczyła się metodą „gem za gem”, aż do stanu 4:4, kiedy dwa kolejne gemy zdobyła Martinez-Sanchez. „Zagrałam słabiej niż wczoraj, a rywalka była bardziej wymagająca. Często zmieniała rotacje i tempo gry, a z takimi przeciwniczkami zawsze gra się trudno. Sama popełniłam dużo błędów, straciłam parę gemów, w których prowadziłam” podsumowała Radwańska.
„W pewnym sensie mecz potoczył się na odwrót niż w sobotę, kiedy wyszłam na prowadzenie i pozwoliłam rywalce się dogonić. Dziś zaczęłam źle, a potem szło coraz lepiej. Byłam bardzo skoncentrowana, co bardzo pomogło zwłaszcza w moich gemach serwisowych” mówiła po meczu Martinez-Sanchez. Może pomogły rady od Conchity Martinez, z którą Maria Jose wymieniła sms-y przed tym spotkaniem. W końcu jest kogo słuchać, bo Conchita wraz z Arantxą Sanchez Vicario zdobywały Fed Cup pięciokrotnie. Radwańska nie miała do kogo napisać…
Niedzielne gry rozpoczynają Radwańska i Martinez, następnie na kort wyjdą Domachowska i Suarez, wreszcie gra podwójna, w której wystąpią – najprawdopodobniej, bo wszystko może się zmienić tuż przed wyjściem zawodniczek na kort – Klaudia Jans i Alicja Rosolska oraz Nuria Llagostera-Vives i Arantxa Parra-Santonja. „Myślę, że niedzielne mecze będą znacznie bardziej zacięte niż sobotnie. Już wcześniej mówiłem, że o losach całego spotkania zadecyduje debel” uważa kapitan reprezentacji Hiszpanii Miguel Margets-Lobato. „Nie wiem, co będzie jutro. O debla będę się martwił po dwóch niedzielnych singlach. Marta nie musi przegrać, a Agnieszka wcale nie musi wygrać” mówi kapitan reprezentacji Polski Tomasz Wiktorowski. Ciekawe, kto ma rację. Początek gier o 10:00.