Maja Chwalińska: Zainwestuję w swój tenis, bo chcę dalej się rozwijać
- Kocham tenis, bo nie ma w nim jednego wzorca na wygraną. Można być kreatywnym i każdy może grać po swojemu - mówi finalistka Roland Garros, zawodniczka BKT Advantage Bielsko-Biała i LOTTO PZT Team Maja Chwalińska.
Jak spędziłaś wieczór po finale?
Nie udało się pospać. Przyjechała rodzina, przyjaciele, cały team, moi najbliżsi… Poszliśmy zjeść, spędzić fajnie czas. I nie, nie jedliśmy pizzy.
Gratulacje złożył ci m.in. Dawid Podsiadło. Kto jeszcze?
Nie miałam okazji sprawdzić, bo tego jest naprawdę dużo. Zrobię to, kiedy wszystko trochę się uspokoi. Zobaczyłam Dawida, bo trudno było tego nie dostrzec. Byłam w ogromnym szoku. Znam go, jesteśmy ziomkami z dzielni. Byłam na jego koncercie w Chorzowie. A czy pojawiły się jakieś wyjątkowe gratulacje? Nie wiem, bo od lat nie odbieram nieznanych numerów.
Będziesz miała po Roland Garros czas, żeby gdzieś wyjechać i odpocząć?
Wyjadę na kilka dni, bo tego potrzebuję - trochę się zresetować, odpocząć. Wybiorę się za granicę. Tyle mogę zdradzić.
Jak lubisz spędzać wolny czas?
Raczej na leżaku. Lubie poczytać książkę, do tego jakaś herbata czy kawa, a do tego przyjaciele, rodzina. Jestem taką babcią w środku.
Do tej pory na turnieje jeździłaś z głównym trenerem albo - na większe imprezy - z dwoma. Czy teraz ten sztab się powiększy?
Nie myślałam o tym. Na pewno będę chciała - jak mówiłam wcześniej - zainwestować w swój tenis i karierę.
Powiedziałaś że kochasz tenis. Za co?
Chyba za to, że tak naprawdę nie ma w nim jednego stylu gry. Można być bardzo kreatywnym, grać po swojemu. Nie ma jednego wzorca na wygraną.
A kim byłaby Maja Chwalińska, gdyby nie grała w tenisa?
Robiłabym coś związanego ze sportem, bo zawsze do sportu mnie ciągnęło. Rodzice, odkąd byłam mała, wszędzie mnie zapisywali, żeby tylko moją energię spożytkować.
Czy jest jakiś element tenisa, nad którym chciałabyś mocniej popracować?
Mam przed sobą wciąż bardzo dużo pracy, bo mogę grać zdecydowanie lepiej. Nie będę zdradzała szczegółów, ale chcę dalej się rozwijać.
Jesteś w tourze od ośmiu lat. Mając takie doświadczenie będziesz się nim dzielić, przekazywać młodszym?
Myślę, że już to robię, bo jestem na co dzień w klubie. Spotykam się z młodszymi koleżankami i kolegami, dzielę doświadczeniem. Panuje u nas dość rodzinna atmosfera, więc raczej się nie wstydzą podejść, zapytać. A ja zawsze służę pomocą.
Poprzednie lata trudno było planować, ze względu na twoje miejsce w rankingu, teraz masz bardziej komfortową sytuację. Patrzyliście już z trenerem w kalendarz?
Nie mieliśmy jeszcze na to czasu, ale ranking pozwoli mi na grę w tych największych turniejach i wykorzystam szansę. Myślę, że na wszystkie pojadę.
Wiadomo, że czekasz na debiut w US Open. A czy jest jakiś turniej WTA 1000, gdzie jeszcze nie grałaś, a zawsze chciałaś?
Indian Wells oraz Miami. Wydaje mi się jednak, że tak naprawdę każdy taki wielki turniej jest fajnym doświadczeniem i gra się właśnie po to, aby w nich występować. Jestem podekscytowana, że będę miała takie możliwości.
Jak oceniasz swoje szanse w Wimbledonie?
Kilka lat temu zagrałam tam naprawdę dobrze. Mam potencjał, żeby dobrze radzić sobie na trawie, ale w tym roku czasu, żeby się do tych warunków zaadaptować, jest mało. Potraktuję to jako wyzwanie. Jestem podekscytowana, bo gra na trawie jest inna, a sezon jest krótki. Dla mnie to będzie tylko ten jeden turniej.